Moje dziecko to życiowa kaleka.

0
87
views
Życiowa kaleka - współczesne dziecko
Źródło grafiki: pixabay.com

Gdzie wychowuje się życiowa kaleka.

W domu, czy w hotelu?

Nigdy nie byłem rodzicem, ale jestem dobrym obserwatorem i czytelnikiem. Nie wiem czemu tak się dzieje, że coraz więcej domów zmienia się w hotele. Gośćmi są dzieci, właścicielami rodzice.

Bywa, że dziecko nie ma pojęcia, co to jest dom, bo traktowane jest jak hotelowy gość z pełną obsługą. Lata mijają, a ono wciąż cieszy się pełnymi prawami i zerowymi obowiązkami. Wszystko podane pod nos, posprzątany pokój, czyste ubrania w szafce, umyte buty po przyjściu ze szkoły. Do tego 90% wsparcie przy odrabianiu zadań domowych.

Wychowanie kalek życiowych stało się plagą dzisiejszych czasów.

Wraz z nim słychać narzekania mam, które nie mają już sił sprzątać za swoją pociechą, kiedy ta wychodząc z łazienki, zostawia po sobie obraz jak po tsunami… .
Mamo podaj, mamo zabierz ten talerz, mamo przynieś widelec, bo mi upadł na ziemię – to nie prośba dwulatki, ale kilkunastoletniej dziewczyny.

Przychodzą święta, a mama ledwo powłóczy nogami, bo nie bardzo ma kto jej pomóc w kuchni. Zostaje sama z domowymi porządkami, czy strojeniem domu w świąteczne ozdoby. Bywa, że mąż też się nie kwapi, bo przecież w telewizji wciąż jest co oglądać, a poza tym, jest przemęczony pracą. Fakt, rok nie był łatwy i zmęczenie jest spore, ale czy żona nic nie robiła?

Nie mając pojęcia, co mama zrobiła ze swoim dzieckiem przez większość lat jego życia, można by było współczuć niejednej kobiecie. Przecież wyrodne dziecko – życiowa kaleka, nie pomaga, nie udziela się, a nawet dodaje pracy, bałaganiąc gdzie i jak się da.
Jednak jak każdy medal, tak i ta sytuacja ma dwie strony. To, czego niejednokrotnie doświadcza dziś wielu rodziców, to owoce ich wychowawczej pracy – służby w hotelu. Efekt troski o najważniejszego hotelowego gościa: dziecko, któremu wszystko wolno, a które nic nie musi, bo przecież jest gościem.

Życiowa kaleka - owoc współczesnego wychowania
Źródło grafiki: pixabay.com

Home to nie to samo co house.

Szkoda, że coraz mniej dzieciaków ma świadomość, czym jest to, co kryje się za tym pierwszym słowem. I nie chodzi tu o znajomość języka angielskiego, ale niewiedzę, za którą odpowiadają najbliższe jej osoby.

Zastanawiam się czasem:

  • Czemu tak duża część rodziców, niemal we wszystkim wyręcza swoje dzieci?
  • Czemu nie dzielą się domowymi obowiązkami? Czyżby nie wierzyli, że dzieci dadzą sobie radę?
  • A może tak są zapatrzeni w siebie, że w przekonaniu, iż tylko oni potrafią zrobić coś dobrze, rezygnują z nieudolnego wsparcia swoich pociech?

Nie mnie oceniać i nie o to chodzi w tych słowach.

Może najzwyczajniej w świecie brakuje dziś czasu na dobre wychowanie? Takie, które wymaga od rodziców cierpliwości przy dużo wolniejszym i mniej doskonałym wykonywaniu codziennych czynności, których dzieci dopiero się uczą.
Może dorośli zapominają, albo w ogóle nie wiedzą, że ten czas i nauka to inwestycja, która zwróci się wielokrotnie już za kilka lat.
Może mając mnóstwo własnych problemów, nie myślą o tych, które czekają dzieci, gdy te wejdą w dorosłe życie i będą musiały uczyć się samodzielności. Wtedy płacić będą za wszystko dużą wyższą cenę i wkładać kilka razy więcej wysiłku.

Wychowanie to sztuka.
Tylko nieliczni mają to niejako we krwi, jak geniusz, który w wieku kilku lat gra profesjonalnie na instrumencie, czy wykonuje skomplikowane obliczenia.
Pozostała część rodziców potrzebuje wiedzy, informacji, doświadczenia tych, którzy się na wychowaniu znają. Inaczej błędy, które popełnią dziś, odbiją się czkawką w następnych latach im samym i dzieciom. Te bowiem zamiast wdzięczności za błogie dzieciństwo, z żalem wypomną swoim opiekunom, że nie przygotowali ich do radzenia sobie z wykonywaniem zwykłych, na pozór banalnych czynności.

Jeśli boimy się, że słowa „życiowa kaleka” pasują do naszego dziecka, zastanówmy się, czy dla dzieci nasz dom to dom, czy hotel z pełną obsługą?

To ważne zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci. Zero obowiązków, brak wyraźnych granic, to nic dobrego – nie ma się na czym oprzeć i czego złapać.

Pomóżmy dzieciom poczuć się częścią domu – niech mają swój udział w porządkach, zakupach, naprawach, wypiekach i kulinarnych eksperymentach. Choć szybciej wykonalibyśmy wiele z tych rzeczy sami, to jednak nie chodzi tu o szybkość. Dużo ważniejsze jest tworzenie wyjątkowego miejsca w życiu każdego człowieka – domu.