Urodziny Oli – bajka do czytania

0
125
views
Bajka o rodzeństwie. Urodziny Oli
Źródło grafiki: pixabay.com

Oto bajka o rodzeństwie – by działo się jak najlepiej.

Urodziny mogą być okazją do świętowania, ale zdarza się, że radość zostaje zepsuta przez żal, pretensje, smutek jednego z dzieci. Tak jak to było w domu Pogodnych. Na szczęście udało się znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Przeczytaj dziecku bajkę i spodziewaj się najlepszego – dzieci są mądre i pełne dobrej woli. Czasem tylko trzeba wyjść poza ogólnie przyjęte zwyczaje – takie jak świętowanie urodzin w dniu urodzin… . Czemu nie można tego zrobić w inny dzień?

Zapraszam cię do lektury. Niech bajka o rodzeństwie Krzysia i Oli, stanie się inspiracją do kolejnych pomysłów na pogodzenie zwaśnionych dziecięcych stron.

Urodziny Oli

Ola i Krzyś to brat i siostra. Jeszcze nie tak dawno, było to najbardziej zgodne rodzeństwo na świecie. Sprzeczki między nimi należały do rzadkości i całkiem śmiało można ich było dawać za przykład zgodnego życia. Czasem tylko dochodziło do małych kłótni, ale to przecież nic takiego. Każdemu może się zdarzyć. Na szczęście zawsze w porę pojawiali się rodzice i doprowadzali do zgody. A teraz?

Nie wiem czemu, ale od jakiegoś czasu, dzieje się coś zupełnie przeciwnego. Wystarczy, że jedno przezwie drugiego, albo wejdzie bez pukania do pokoju, a od razu w całym domu słychać krzyki, bieganie, płacz, a raz nawet widziałem krew. To Ola przewróciła się przed wejściem do domu, uciekając przed bratem. Poszło o to, że zabrała Krzysiowi jego kredki, a nie zapytała wcześniej, czy może to zrobić. W sumie to się nie dziwię, że ją gonił, bo nikt nie lubi, kiedy inni zabierają jego rzeczy bez pozwolenia. Ciekawe, czy Krzyś pożyczyłby jej te kredki, gdyby go wcześniej zapytała?

Tego się jednak nie dowiem ani ja, ani ty, bo kiedy Ola się przewróciła, najważniejsze było jej zdarte do krwi kolano, które już po chwili opatrywała mama. Krzyś w tym czasie zbierał kredki, które wysypały się na ziemię, po tym, jak Ola upadała. Nie myślała wtedy o nich, tylko o tym, by się nie przewrócić. Ale tym razem nie udało się jej ani utrzymać kredek w dłoni, ani nie stracić równowagi. Z dłoni wypadły jej kredki a z kolana polało się trochę krwi.
Dziś, po tamtym wydarzeniu, pozostała już tylko blizna, a dzieciaki dawno o tym zapomniały, bo przecież po co myśleć o tym, co było dawno temu. Najważniejsze jest to, co dzieje się teraz. Tu i teraz.

Afik! Afik! – usłyszałem wołanie pani Ewy. Tak się zasiedziałem w ogrodzie, że nawet nie wiem kiedy minęło całe przedpołudnie i nadeszła pora obiadku. Pysznego obiadku, bo pani Ewa zawsze przygotowuje dla mnie coś wspaniałego. Może dziś też będzie coś nowego i tak dobrego, jak ostatnio, gdy w swojej miseczce znalazłem rybkę z warzywami w pachnącym i smacznym sosie? Postanowiłem jak najszybciej się o tym przekonać.

Pędząc przed siebie, ledwo wyrobiłem się na zakręcie przy starym drzewie. Na szczęście ten zakręt mam bardzo dobrze opanowany. To tu urządzam poranne wyścigi z moim kolegą Kropkiem. Kiedyś, gdy był jeszcze gąsienicą, o ściganiu nie było mowy, ale teraz, gdy jest pięknym motylem, możemy biegać co sił. To znaczy, ja biegam, a Kropek lata, ma się rozumieć.
Wpadłem do domu jak błyskawica. Ogonek, który kręcił się jak śmigiełko, tylko dodawał mi prędkości. W brzuszku kiszki marsza grały do rytmu i tak oto, po krótkiej chwili zjawiłem się w miejscu, gdzie czekała na mnie prawdziwa uczta.
Zdradzę ci tylko, że dziś nie było nic nowego. Jednak wcale się tym nie zmartwiłem, bo na obiad dostałem moją ulubioną rybkę z warzywami. Mógłbym ją jeść każdego dnia.

Zabrawszy się za jedzenie, kątem oka spoglądałem w kierunku stołu, przy którym siedziała rodzina Pogodnych. Na początku było nawet spokojnie i cicho, ale już po chwili mogłem dokładnie usłyszeć, o czym rozmawiają ze sobą rodzice i dzieci.

To nie fair! – krzyknął Krzyś i poderwał się z krzesła.

– Krzysiu, zostań. Nigdzie nie wychodź. Jeszcze nie skończyliśmy ani jeść, ani rozmawiać, a w ten sposób do niczego nie dojdziemy – pani Ewa, widząc co się dzieje, w ostatniej chwili złapała Krzysia za rączkę i przyciągnęła delikatnie do siebie. Objęła go ramieniem i przytuliła. Wiedziała, że jest mu trudno i bardzo przeżywa przygotowania do urodzin siostry. W tym tygodniu Ola kończy 7 lat. Urodziny Krzysia są dopiero we wrześniu, a to jeszcze bardzo daleko.

– Nie. Nie zostanę. Wszyscy tylko mówią o tym, co trzeba kupić, jak przystroić salon, jakie kupić ciastka, lody, soki i kogo zaprosić. A to, co ja mówię, się nie liczy. Jakby mnie tu wcale nie było – żalił się Krzyś.

– To nieprawda. Przecież wiesz, że cię słuchamy i ciekawi jesteśmy, co masz do powiedzenia – tłumaczył pan Andrzej.

– Tak? To dlaczego przed chwilą, jak chciałem opowiedzieć, co dziś było w szkole, to powiedziałeś, że porozmawiamy o tym później. Teraz najważniejsze są urodziny Oli, bo czasu zostało mało, a przecież tyle jest jeszcze do zrobienia – nie dawał za wygraną Krzyś.

Przysłuchiwałem się temu i nie bardzo wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Nie lubię, gdy się kłócą i kiedy ktoś jest smutny. Tym razem tym kimś było Krzyś, a reszta rodziny nie bardzo wiedziała, jak to wszystko naprawić. Bo przecież coś było zepsute. Zawsze jest zepsute, gdy ktoś jest smutny, albo jest mu przykro i źle.

– Krzysiu, przecież wiesz, że nie o to chodziło. To, co chcesz powiedzieć też jest ważne, ale myślałem, że rozumiesz. I że cieszysz się z urodzin siostry. Ty przecież też na nich będziesz i korzystać będziesz z tego, co przygotowujemy: będziesz jadł ciastka, lody, pił pyszne soki, bawił się, śmiał i to wszystko przez cały dzień – starał się wyjaśnić tata, choć po minie Krzysia widać było, że te słowa nie bardzo go przekonały.
Krzyś na te słowa już się nie odezwał, tylko smutny i milczący, siedział przy stole, wpatrując się w talerz z rybą i warzywną sałatką, jego ulubioną z resztą. Dziś jednak nie miał na nią najmniejszej ochoty. Jedyne o czym teraz myślał, to żeby jak najszybciej pójść do swojego pokoju i zamknąć za sobą drzwi.

I tak też zrobił, gdy wszyscy skończyli jeść obiad. Pan Andrzej widział, z jaką miną Krzyś pobiegł na górę. Nie chciał tak tego zostawiać. Wiedział, że nie udało mu się przekonać synka, że urodziny siostry to coś fajnego i okazja do super zabawy. Krzyś widział to zupełnie inaczej. Uważał, że wszystko jest ważne, tylko nie on. Jego jakby nikt nie zauważał. Przynajmniej on tak właśnie się teraz czuł.
Widząc, że pan Andrzej idzie na górę, cichutko poszedłem za nim, tak, by mnie nie zauważył. Choć pewnie i tak nie miałby nic przeciwko temu, bym razem z nim sprawdził, co u Krzysia. Gdy znaleźliśmy się pod drzwiami, za którymi znajdował się jego pokój, usłyszałem cichy płacz. Pan Andrzej też to chyba usłyszał, bo szybciutko zapukał.

– Krzysiu, mogę wejść? Chcę ci o czymś opowiedzieć. I nie tylko. Ale tak przez drzwi się nie da. Mogę? – zapytał pan Andrzej.

Po chwili ciszy, zza drzwi dobiegły do nas słowa Krzysia:
– Możesz…

Pan Andrzej nacisnął klamkę i już po chwili wszyscy siedzieliśmy na łóżku, na którym też zastaliśmy płaczącego Krzysia. Siedział smutny, rozżalony, z miną, jakiej nie widziałem u niego chyba jeszcze nigdy w życiu. A to oznaczało, że jego smutek musiał być ogromny. Ciekawe, o czym też chciał mu powiedzieć tata? – zastanawiałem się, patrząc na nich obu, siedzących naprzeciwko siebie.

– Pewnie jest ci trochę smutno, że Ola ma teraz urodziny, a ty musisz na swoje jeszcze poczekać? – zaczął pan Andrzej po chwili ciszy, jak zapadła w pokoju po naszym przyjściu.

– No – odburknął Krzyś – to dopiero za pół roku, a to przecież aż 6 miesięcy. To niesprawiedliwe. Ja też chcę mieć teraz urodziny. Czemu urodziłem się tak późno, a ona tak wcześnie – dodał z rozżaleniem w głosie.

– Domyślam się, że bardzo byś chciał, żeby były już za miesiąc. Wtedy mógłbyś już teraz zacząć się do nich przygotowywać, tak jak Ola przygotowuje się do swoich. Byłoby wam na pewno raźniej i weselej robić to razem. Może miałbyś jakiś fajny pomysł na zabawę podczas jej urodzin, a ona mogłaby wpaść na super pomysł na twoje przyjęcie – snuł swoją opowieść tata.
Krzysiowi aż oczy zaświeciły się z radości. Smutek prysną gdzieś pod łóżko i widać było, że iskierka nadziei wypełniła serduszka chłopaka.

– I wiesz, co by było jeszcze fajnego w tej zmianie? – zapytał pan Andrzej.

– Nie, nie wiem – odparł Krzyś.

– Dzięki temu mógłbyś dostawać prezenty o jeden raz więcej, bo przecież do tej pory dostawałeś je tylko raz. A to wszystko przez to, że twoje urodziny wypadają dokładnie w dzień św. Mikołaja. Gdybyś zrobili tak, jak mówiłem, wszystko by się zmieniło – tymi słowami pan Andrzej jakby odczarował Krzysia, który przestał wpatrywać się w podłogę i spojrzał tacie prosto w oczy.

– A mógłbym tak zrobić? – zapytał cichym głosem Krzyś.

– Gdy byłem troszkę młodszy od ciebie, czyli miałem 6 lat, mój kolega z przedszkola powiedział mi, że on ma lepiej, bo dostaje prezenty więcej razy ode mnie. Na urodziny i na św. Mikołaja. A ja tylko raz, bo urodziny mam w tym samym dniu, co Mikołajki.

Krzyś odkąd usłyszał o pomyśle urodzin już za kilka tygodni, nie przestawał wpatrywać się w tatę i wsłuchiwać w każde jego słowo. Widać było, że zaciekawiła go ta historia sprzed lat. Nie wiedział, że ktoś też mógł mieć podobnie jak on. I faktycznie. Ja też o tym nie myślałem, a przecież Krzyś ma urodziny 6 grudnia, czyli wtedy, gdy prezenty rozdaje św. Mikołaj.

– Nigdy ci o tym nie mówiłem, bo nie było okazji, ale teraz chyba najwyższy czas, byś to wiedział. I wiem też, jak musisz się czuć. Pewnie tak samo, jak ja wtedy, gdy zazdrościłem koledze tego dodatkowego dnia z prezentami – kontynuował pan Andrzej.

– Ale przecież teraz robisz przyjęcie urodzinowe kiedy indziej, nie w Mikołajki – odezwał się Krzyś.

– Racja. Po tamtej rozmowie z kolegą, poszedłem do domu i powiedziałem o tym rodzicom. Oni na początku nie bardzo wiedzieli, jak to zmienić. Następnego dnia przy śniadaniu, tata zaproponował, żebym przyjęcie urodzinowe dla kolegów i koleżanek urządzał w dniu swoich imienin, czyli na Andrzejki. Dzięki temu prezenty dostawać będę dwa razy – z czego bardzo się ucieszyłem. Tamtego roku pierwszy raz urządziłem urodzinowo – imieninową zabawę właśnie na Andrzejki, a potem z niecierpliwością czekałem też na dzień św. Mikołaja – zakończył opowieść pan Andrzej.

– A czy ja też tak bym mógł zrobić? – zapytał Krzyś i widać było, że aż oczka zaświeciły mu się na myśl, że nie musi tak długo czekać na swoje przyjęcie urodzinowe.

– Myślę, że możesz i właśnie po to tu przyszedłem: by ci to zaproponować. Twoje imieniny są już niedługo, więc chyba czas zacząć przygotowania. Zostało przecież tylko 5 tygodni – zgodził się pan Andrzej.

– Za tydzień są urodziny Oli, więc jak już będzie po urodzinach, to zostanie tylko 4 tygodnie. Hurra! Ale fajnie – Krzyś aż podskoczył z radości na łóżku, a razem z nim podskoczyłem i ja, bo siedziałem tuż obok niego.

No to będzie się teraz działo. Przy stole pewnie nie będzie się mówiło o niczym innym, jak tylko o przygotowaniach do urodzin Oli i Krzysia, który od tego roku będzie organizował przyjęcia urodzinowo – imieninowe. Ciekawe, co też wymyśli na ten dzień?
Po rozmowie, obaj – Krzyś i jego tata – zeszli na dół do salonu, gdzie o wszystkim opowiedzieli mamie i Oli. Ja też tam byłem i słyszałem, jak Krzyś i Ola umawiali się, że teraz on pomoże jej w przygotowaniu do urodzin, a potem ona pomoże jemu. Ola powiedziała, że Krzyś może zabrać sobie wszystkie dekoracje, jakie tylko chce, gdy tylko przyjęcie urodzinowe się skończy.

– Mamo, a czy na moich imienino-urodzinach mogą być takie same lody i soki, jak u Oli? Bo do tej pory, jak miałem urodziny w zimie to lodów nie było – zapytał Krzyś.

– Jasne, że mogą. Spróbujesz, które będą ci najbardziej smakowały i takie same zamówimy na twoje przyjęcie – zgodziła się mama.

Jak to wszystko może się zmienić i to w jednej chwili, jednego dnia. Wystarczy troszkę pogłówkować i znaleźć dobre rozwiązanie. Bo przecież kto powiedział, że nie można zrobić przyjęcia wtedy, kiedy się tylko chce. Ważne, by wszyscy dobrze się bawili. To o wiele lepsze, niż kłótnie i płacz.

Przyjęcie urodzinowe Oli było wspaniałe. Zaczęło się w kinie. Tak. To właśnie tam wszyscy umówili się na początku, by wspólnie obejrzeć najnowszą bajkę o Minionkach. Mnie tam nie było, ale z tego, co dzieci mówiły po przybyciu do naszego domu, bajka było bardzo śmieszna.
Urodziny też były wesołe. Najbardziej podobało mi się spotkanie z czarodziejem. Nigdy nie widziałem czarodzieja, tylko słyszałem o nim, gdy pan Andrzej czytał dzieciom bajki. Takie, w którym występował czarodziej, wróżka, skrzaty i elfy. Ale nie wiedziałem, że taki czarodziej istnieje naprawdę. Aż do dziś, bo przyszedł na urodziny Oli. Miał niebieski płaszcza na którym błyszczały srebrne i złote gwiazdki. A na głowie miał czarodziejski kapelusz. Co chwilę coś z niego wyciągał. Nie wiem skąd to wszystko się tam brało, bo kapelusz był mały. Ale może ja się nie znam na czarach, więc nie będę się nad tym zastanawiał.

Najśmieszniej było wtedy, gdy spod stołu, przykrytego białym obrusem, wyskoczył czarno biały królik, z takimi długimi uszami, że prawie ciągnęły się za nim po podłodze. Dzieci, gdy tylko go zobaczyły, zaczęły pokazywać palcami w jego kierunku i biegać za nim, żeby go złapać. Każdy chciał go wziąć na ręce. Najbardziej zdziwiony tym co się stało, był czarodziej. Nie miał pojęcia, skąd królik znalazł się pod stołem, bo ani go nie wyczarował, ani nie zamierzał tego zrobić w dalszej części występu.

Kiedy zobaczyłem, że mały uszatek biega przestraszony po całym salonie, wyskoczyłem ze swojego kącika i zamiauczałem, żeby ten podbiegł do mnie. Królik usłyszał moje wołania i w jednej chwili przeskoczył przez torbę czarodzieja, przebiegł między nogami goniących go dzieci i razem schowaliśmy się w kuchni, gdzie urzędowała pani Ewa. Ta, widząc co się dzieje, wzięła króliczka na ręce i przytuliła go do siebie. Biedak tak się przestraszył tego wszystkiego, że aż mu się futerko trzęsło. Na szczęście już po chwili całkiem się uspokoił. Tak samo, jak dzieci, które nie wiedząc, co się stało z małym kicających zwierzaczkiem, wróciły na swoje miejsca, przed stolik czarodzieja.

Po jego występie, do salonu weszła pani Ewa z królikiem na rękach.

– Mamo, mamo, skąd masz tego królika? Ale on jest śliczny. Dasz mi go potrzymać – widząc mamę, zawołała Ola.

– Ja też chcę, ja też! – wołały dzieci, które tak, jak Ola, koniecznie chciały wziąć uszatego na ręce, by go pogłaskać a potem by się z nim pobawić.

– Na razie nic z tego, ale mogę wam zdradzić sekret, skąd królik znalazł się w naszym salonie – odpowiedziała pani Ewa.
Dzieci, ciekawe odpowiedzi, zastygły w bezruchu i patrzyły raz na panią Ewę, a raz na czarodzieja.

– To nie moja sprawka. Je nie wyczarowałem tego królika i sam nie mam pojęcia skąd wziął się pod moim stolikiem – tłumaczył się czarodziej, bo czuł, że to on wg dzieci stoi za tajemniczym pojawieniem się króliczka.

– Pan czarodziej ma rację. To nie on wyczarował króliczka. To ja z tatą Oli, kupiliśmy go dla niej na prezent urodzinowy. Mamy duży ogród więc pomyśleliśmy, że królik dobrze będzie się u nas czuł. Nie wiedzieliśmy, czy dogadają się z Afikiem, ale okazało się, że to właśnie Afik pomógł króliczkowi ukryć się, gdy wszyscy chcieli go złapać i wziąć na ręce – wyjaśniła pani Ewa.

– Ale super prezent, mamo! – zawołała Ola i szybciutko podbiegła do mamy, by ją uściskać. Wzięła delikatnie króliczka na ręce i przytuliła.
Potem wszyscy bawiliśmy się w ogrodzie: ja, uszaty – tak Ola nazwała nowego mieszkańca naszego domu, i goście urodzinowego przyjęcia. Ola i Krzyś również, ale tego pewnie każdy się domyślił.

Przez wiele dni wszyscy wspominali to udane przyjęcie, po którym jak to było zaplanowane, rozpoczęły się przygotowania do kolejnego, tym razem imieninowo – urodzinowego przyjęcia Krzysia.
Jak było? Czy tak samo wspaniale, jak na przyjęciu u Oli?
Tego dowiesz się z mojej kolejnej opowieści.