Ulubiony napój – bajka do czytania

0
62
views
Soki. Bajka gdy dziecko nie chce pić soków
Źródło grafiki: pixabay.com

Gdy dziecko nie chce pić soków z owoców i warzyw, czas na zabawę.

Wcześniej jednak potrzebne są zasady i te znajdziesz w bajce „Ulubiony napój”. Pobierz i przeczytaj swojej kruszynce. A potem wspólnie wyruszcie do warzywniaka na kolorowe zakupy.

Możesz też pobrać bajkę mp3 – i posłuchać jej razem z dzieckiem ( przy okazji odpoczywając po pracowitym dniu).

Ulubiony napój

– Pomarańczowy, czerwony, zielony, żółty, biały, znów zielony, jeszcze jeden pomarańczowy i jeszcze jeden czerwony – Ola nie mogła się powstrzymać przed nazwaniem wszystkich kolorów, jakie widziała na stole w jadalni.

Byłem w przedpokoju, gdy ją usłyszałem i nie bardzo wiedziałem, o czym mówi i po co te wszystkie kolory wylicza. Może mama kupiła jej kolorowe kredki albo modelinę? A może ma nowy papier kolorowy i przewraca właśnie kartki?
Zamiast się dłużej zastanawiać, pobiegłem szybciutko do jadalni i moim oczom ukazał się niezwykły widok: na stole przed Olą leżała góra kolorów i to właśnie na nie patrzyła dziewczynka, gdy wypowiadała ich nazwy.

Co to takiego i czemu jest tego tak dużo? Gdzie dziś wszyscy zjedzą obiad? I co to za urządzenia stoją w kuchni, takie, których wcześniej tam nie widziałem?

– Mamo, to z czego najpierw robimy sok? – moje rozmyślania przerwało pytanie Krzysia, który stał po drugiej stronie stołu, ale za tą górą czegoś kolorowego, nie mogłem go zobaczyć. Usłyszałem tylko jego głos.

– To zależy od was. Tata dziś zaszalał na bazarku. Kupił tyle owoców i warzyw, jak nigdy dotąd. Ale na pewno nic się nie zmarnuje, bo mamy dwóch nowych pomocników – odpowiedziała z kuchni pani Ewa.

O jakich pomocnikach ona mówi? Czyżby ktoś jeszcze był w domu oprócz rodziny Pogodnych? Nikogo tu nie widziałem? Może są jeszcze przed domem z panem Andrzejem, bo jego też nie widziałem.

– Już jestem kochani – z przedpokoju dobiegł mnie głos pana Andrzeja. Może teraz uda mi się poznać tych tajemniczych pomocników, o których wspomniała pani Ewa.
Spojrzałem w stronę korytarza prowadzącego do przedpokoju i zobaczyłem pana Andrzeja. Czekałem więc, aż pojawią się pomocnicy, ale…nikogo tam nie było. Ani śladu po kimś, o kim jak sądziłem, wspomniała pani Ewa.

– Jak tam? Podobają się wam dzisiejsze zakupy? Skorzystałem z promocji i dzięki temu razem z sokowirówką, kupiłem też wyciskarkę do soków. Z takimi pomocnikami na pewno poradzimy sobie są z tą górą owoców i warzyw – powiedział pan Andrzej i wszedł do kuchni, po której krzątała się jego żona, przygotowując miejsce dla umytych owoców i warzyw.
Teraz już wszystko jasne. Ci pomocnicy to sokowirówka i wyciskarka do soków, a ta góra
kolorów na stole, to warzywa i owoce. Dobrze, że przyszedłem wcześniej z ogrodu, bo nie
chciałbym przegapić takiej super zabawy w kolory.

Nagle ze stołu potoczyło się coś pomarańczowego. Odskoczyłem w pierwszej chwili, ale zatrzymałem się i łapką dotknąłem dużej i pachnącej kuli. Popchnąłem ją lekko. Potem jeszcze raz i jeszcze raz, a kolorowa piłeczka ze stołu toczyła się i toczyła z powrotem do miejsca, na które upadła. Nawet nie zauważyłem, jak wszyscy zaczęli przyglądać się mojej zabawie i śmiać się coraz głośniej.

– Afik, podaj do mnie, podaj pomarańczową, owocową piłeczkę – zawołała do mnie Ola.

– Nie, podaj do mnie. Ja jestem lepszy w piłkę, niż ona – przekonywał mnie tym razem Krzyś stojący z drugiej strony stołu.

Śmiechu było co nie miara, a ja w końcu trochę niechcący, trochę przypadkiem, podałem do Krzysia, który z tego powodu bardzo się ucieszył. Niestety na tym zabawa się skończyła, bo okazało się, że to nie piłka, tylko pomarańczowy owoc, który nazywa się pomarańcza.

– Mamo, kiedy robimy soki, bo już nie mogę się doczekać – zawołała w stronę kuchni Ola.

– Ja też i już mi ślinka cieknie na sam widok tych wszystkich kolorowych pyszności – dołączył do siostry Krzyś. – Ale możemy zrobić każdy sok w innej szklaneczce, żeby zobaczyć, jakie wyjdą kolory? – zaproponował.

– Tak właśnie chciałam zrobić, bo sama jestem ciekawa, co też nam z tego wszystkiego wyjdzie. I dzięki temu każdy będzie mógł skosztować nowych smaków, których jeszcze nie zna. Kto wie, może się spodobają i codziennie będziemy robić soki. Zwłaszcza teraz, zimą, kiedy każdemu z nas potrzeba dużo witamin, byśmy wszyscy byli zdrowi.

– To my wybierzemy po dwa owoce i dwa warzywa z każdego rodzaju i przyniesiemy je, byś je umyła i przygotowała do zrobienia z nich soku, dobrze mamo – zaproponowała Ola
i zaczęła wybierać ze stołu po dwie sztuki z każdego rodzaju. Tak samo zrobił Krzyś. Ola
wybierała owoce, a Krzyś warzywa.

Ola zaniosła mamie:
Dwie pomarańcze, dwie cytryny, dwa banany, dwa kiwi, dwa grejpfruty, dwa jabłka, dwie
gruszki, dwa granaty i dwa ananasy.

Krzyś w tym samym czasie biegał do kuchni i nosił po kolei:
Dwa pomidory, dwie marchewki, dwa ogórki, dwie rzodkiewki, dwa selery i jedną kapustę, która była tak duża, że i tak z całej nie zrobi się soku od razu.

Gdy wszystkie warzywa i owoce wyszły z kąpieli w kuchennym zlewie, trafiły na ściereczki, gdzie odciekały z resztek wody. Obok nich na sygnał do działania czekało już dwóch pomocników: sokowirówka i wyciskarka. Niedaleko w pogotowiu czekał też blender, gdyby się okazało, że z którymś warzywem będą problemy i trzeba będzie pospieszyć z pomocą.
Na kuchennym stole Ola i Krzyś poustawiali wszystkie szklaneczki, jakie tylko były
w domu. Policzyli, że trzeba ich będzie aż 15, by do każdej nalać tylko jeden rodzaj soku.

Obserwowałem wszystko z bezpiecznej odległości, bo nigdy nie wiadomo, co znów stoczy
się z kolorowej, owocowo – warzywnej góry i wpadnie wprost na mnie, a przecież nie jestem taki duży. Co by to było, gdyby spadła na mnie główka kapusty? Nawet nie chcę o tym myśleć.
Usiadłem pod stołkiem w kuchni i patrzyłam, jak szklanka po szklance zaczęły napełniać się sokami. Kolory były przepiękne: zielone, pomarańczowe, kremowe, czerwone, żółte, białe, W pewnej chwili przez kuchenne okno wpadły promienie słońca i zaświeciły wprost na miejsce, gdzie stały szklanki z sokami.

– Mamo, mamo, patrz jak fajnie teraz wyglądają nasze soki. Jakie są śliczne. Jakby kolorowe lampki na stole. Takie słoneczne lampki owocowe – zawołał w pewnej chwili Krzyś. – Czy możemy już zacząć kosztować tych soków, bo wszystkie tak pachną, że aż mi ślinka cieknie i chciałbym je wszystkie wypić od razu?

– Dobrze, ale zrobimy to w trochę inny sposób. Myślę, że dzięki temu wszyscy będziemy się przy okazji wspaniale bawić. To będzie zabawa w owocowo – warzywną zgaduj zgadulę – zaproponowała mama.

– A jak się w to bawi? – zapytała Ola.

– No właśnie, bo ja też nie znam tej zabawy – dodał od siebie pan Andrzej.

– Każdy dostanie specjalną łyżeczkę, taką głębszą, by zmieściło się w niej troszkę więcej soku, niż na zwykłej łyżeczce i z zamkniętymi oczami próbować będzie każdego soku. Gdy skosztuje, spróbuje zgadnąć, z czego to jest sok. Tata będzie zapisywał punkty za każdą dobrą odpowiedź i zobaczymy, kto z nas zostanie rodzinnym znawcą soków. Co wy na to? – z uśmiechem zapytała pani Ewa.

– Super pomysł. Ja się zgadzam – odrzekł Krzyś, a zaraz po nim chęć przyłączenia się do zabawy wyraziła Ola i pan Andrzej.

Ja też byłem ciekaw, jak pójdzie dzieciom to zgadywanie.

– To sok pomarańczowy – stwierdziła Ola, która zaczynała owocowo-warzywną zgaduj zgadulę.

– Brawo. Tak, to jest sok pomarańczowy – przyznała rację Oli mama i podała jej następną szklankę, w której sok był bardzo zielony, ale Ola tego nie widziała, bo przecież miała zamknięte oczy. Nabrała soku na łyżeczkę i na chwilę się zamyśliła.

– Hm…, co to może być? – zastanawiała się na głos… – Hm… nigdy nie piłam takiego soku. Dobra, będę zgadywać. To jest sok z selera.

– Tym razem nie zgadłaś, bo to był sok z kapusty, ale to było rzeczywiście trudne – stwierdziła pani Ewa.

Gdy Ola skończyła swoją rundkę, do zabawy przystąpił Krzyś. Jemu też poszło całkiem dobrze, choć podobnie jak Ola, nie rozpoznał paru soków.
Rodzice uznali, że oni nie będą jednak brali udziału w zabawie, bo znają smaki wszystkich
warzywnych i owocowych soków i byłoby to niesprawiedliwe, gdyby startowali razem
z dziećmi. Postanowiono więc wyłonić rodzinnego znawcę soków spośród Oli i Krzysia.

I wiecie co się okazało?
Że był remis. Tak. Oboje zostali rodzinnymi znawcami soków. Nie udało im się zgadnąć tylko 3 soków, a potem wybrali te, które smakowały im najbardziej i te wypili po połowie. Inne troszkę zmieszali z tymi, które były smaczniejsze i dzięki temu powstawały mieszkanki, których smaki były tak dziwne i jednocześnie fajne, że każdy chciał wypić jak najwięcej.
Na szczęście w jadalni zostało jeszcze całe mnóstwo warzyw i owoców, dlatego kolejną rundkę zabawy w owocowo-warzywną zgaduj zgadulę zaplanowano na dzień jutrzejszy. Wieczorem rodzice życzyli dzieciom tak kolorowych snów, jak kolorowe były soki
z owoców i warzyw, a były naprawdę niezwykłe. Nie tylko kolorowe, ale bardzo smaczne.