Ulubiona zabawa – bajka do czytania

0
81
views
Układanka. Jak rozwijać kreatywność u dziecka
Źródło grafiki: pixabay.com

Przy jakiej zabawie, rozwija się kreatywność u dziecka?

Przy takiej, która wymaga twórczego myślenia, wybierania, odgadywania oraz przy takiej, w której uczestniczą rodzice. W bajce „Ulubiona zabawa” znajdziesz przykład, który o tym świadczy. Nie musisz układać puzzli. Ważne, by być czynnym uczestnikiem zabawy i nie poprzestać na niej.

Pobierz i przeczytaj dziecku bajkę, po czym znajdź własny temat, który pomoże rozwinąć w nim kreatywność.

Jeśli chcesz, możesz pobrać wersję do słuchania – bajka mp3

Ulubiona zabawa

Dziś pan Andrzej przyszedł do domu prawie w podskokach, co mogło oznaczać, tylko jedno: ma wyśmienity humor. Pytanie tylko: skąd się wziął ten jego dobry nastrój, który sprawiał, że nie tylko buźkę miał uśmiechniętą, ale śmiały się całe jego oczy i w ogóle, z daleka wszyscy w domu odczuli, że coś dobrego się wydarzyło, albo wydarzy już za chwileczkę.

– Tato, tato – czemu jesteś taki wesoły? Co się stało? Wygrałeś coś? – Ola jako pierwsza zadała tacie pytanie i nie mogła doczekać się odpowiedzi. W dodatku dostrzegła, że tata trzyma coś za swoimi plecami. Jakby chciał co ukryć. Ale co to może być?

– Co tam masz za plecami? No powiedz – tym razem pytanie zadał Krzyś, już wyobrażając sobie wspaniały prezent, który kupił dla niego tato.

– No powiedz nam wreszcie, bo już dłużej nie wytrzymamy, tacy jesteśmy ciekawi – ponagliła męża pani Ewa, która też ciekawa było wyjątkowego nastroju męża.

– Spokojnie, kochani. Już mówię, bo widzę, że o mało nie wyskoczycie z kapci, tacy jesteście ciekawi – powiedział pan Andrzej i wyjął zza pleców duży worek z logo sklepu z zabawkami.

– Hurra! Tata kupił nam zabawkę, tata kupił nam zabawkę – zaczęli podśpiewywać i podskakiwać jednocześnie Ola i Krzyś, biegnąc w stronę taty. – Co tam masz, co tam masz, pokaż nam,  prosimy – otoczyły tatę dzieci i zaczęły tańczyć w kółku wokół niego.

Śmiechu było przy tym co niemiara. Śmiali się wszyscy. Ja też, bo pan Andrzej tak śmiesznie wyglądał w tym zaczarowanym kółeczku, które zrobiły jego dzieci, że trudno było się powstrzymać. Biegałem w kółko, kręcąc swoim ogonkiem jak śmigiełkiem, co sprawiało, że wszyscy śmiali się jeszcze głośniej.
W końcu przestałem biegać, a dzieci przestały kręcić się w kółko wokół taty. Pan Andrzej podszedł do stolika w salonie i położył na nim duży worek. Dalej jednak nie wiadomo było, co jest w środku. Nikt nic nie mówił, ale wszyscy, prócz pana Andrzeja, wpatrzeni byli właśnie w ten duży worek, leżący teraz na stoliku.

– Czy zadania są już odrobione i wszystko przygotowane do przedszkola i szkoły na jutrzejszy dzień? – przerywając ciszę, pan Andrzej zadał pytanie Krzysiowi i Oli, którzy jak zaczarowani, dalej wpatrywali się w worek i nawet nie słyszeli, co tata do nich mówi.

– Halo, mówi się! Krzysiu, Ola – jesteście tu? Czy może coś wciągnęło was już do tego worka? – zaśmiał się pan Andrzej i pomachał rękami tuż prze oczami dzieci, które w tym samym momencie popatrzyły na niego, nie bardzo wiedząc, o co mu chodzi.

– Mówiłeś coś tato? – zapytała Ola.

– No pięknie. Ale zrobiłem. Widzę, że chyba przyniosłem do domu zaczarowany worek, który za chwilę wciągnie do środka całą moją rodzinę, a już dzieci to na pewno – zaśmiał się pan Andrzej i dodał:

– Pytałem, czy odrobiłyście już zadanie i przygotowałyście wszystko na jutrzejsze zajęcia w przedszkolu i szkole.

– Tak, już dawno, zaraz po obiedzie. Mama może potwierdzić – odpowiedział Krzyś. – A czemu pytasz?

– Bo chciałem wiedzieć, czy mogę już wyciągnąć to, co jest w worku, czy poczekamy z tym, aż odrobicie swoje zadania. Ale widzę, że nie trzeba na nic czekać – odpowiedział Krzysiowi tata i wziął ze stolika duży worek z logiem zabawkowego sklepu, dobrze znanego dzieciom, bo często do niego chodzą, gdy wspólnie z rodzicami, jadą na zakupy do miasta.

Rozchylił worek na boki i przybliżył do dzieci. Te zajrzały do środka i razem, na cztery ręce, wyciągnęli duże, kolorowe pudełko. Widać było, że ledwo mieści się w worku. Powoli, tata ściągał worek w dół, a dzieci unosiły pudełko do góry, aż ich oczom ukazał się niezwykły widok: na pudełku zobaczyły duży, kolorowy rysunek z postaciami, które dzieci bardzo dobrze znały. To bohaterowie ich ulubionej bajki o zwierzątkach. Był miś, był prosiaczek i tygrysek. I królik z długimi uszami, a obok niego stał osiołek z ogonkiem, na którym przywiązana była kokardka. I słonik był i kangurek. Nawet sowa na gałęzi. A po prawej stronie stał chłopczyk, którego dzieci też dobrze znały.

– Ale super prezent tato! – rzucając się na szyję taty, z uśmiechem podziękował Krzyś.
– Czy możemy otworzyć? – do brata dołączyła Ola, która jednocześnie objęła tatę i dała mu w policzek słodziutkiego buziaka.

– Oczywiście że możecie. Tylko popatrzcie najpierw na tę liczbę pod obrazkiem i na to, co obok niej pisze – zgodził się tata.

– Puzzle. 500 części – przeczytał powoli Krzyś. – O jaaa…, takich dużych nigdy jeszcze nie układaliśmy, prawda? – stwierdził Krzyś z zachwytem i jednocześnie z nutką niepewności w głosie.

– Damy radę. Jeśli się zgodzicie, chętnie poukładamy razem z wami, bo też uwielbiamy tę zabawę w układanie puzzli. To jak? Możemy się przyłączyć? – zapytał pan Andrzej.

– Ale fajnie. Pewnie że możecie. My też lubimy układać puzzle. Tylko, czy damy radę? Przecież to strasznie dużo kawałeczków. I są mniejsze niż te, które kiedyś układaliśmy – wciąż z niepewnością w głosie zastanawiał się Krzyś.

– No co ty? My nie damy rady? Pewnie, że sobie poradzimy, prawda tato? – odezwała się Ola. – A kiedy nie będziemy wiedzieć, gdzie ma być jakiś kawałeczek, to zawsze możemy popatrzeć na obrazek na pudełku. Prawda mamo?

– Oczywiście Olu. Możemy patrzeć na niego przez cały czas. Myślę, że prawie niemożliwe by było ułożenie wszystkich puzzli w jeden obrazek, gdybyśmy nie wiedzieli, co chcemy ułożyć. Jak myślicie? – zapytała pani Ewa.

– Ja bym nie dał rady. Nawet jak jest mniej puzzli, to zawsze patrzę na obrazek, a gdybym w ogóle nie wiedział, co mam ułożyć, to pewnie by mi się nie udało – stwierdził po krótkim namyśle Krzyś.

Siedziałem na kanapie i przyglądałem się, jak powolutku, kawałeczek po kawałeczku, powstaje piękny obraz z ulubionej bajki nie tylko dzieci, ale całej rodziny, bo wiem, że wszyscy uwielbiają razem ją oglądać. Ja oglądam razem z nimi, choć nie ma tam żadnego kotka. Ale przecież są inne zwierzątka, a ja przyjaźnię się nie tylko z kotkami. Mam na przykład przyjaciela Ślinka, który jest ślimakiem. Jeszcze ci kiedyś o nim opowiem, bo to nie ostatnia moja bajkowa opowieść.

– Wczoraj byliśmy na wycieczce w najwyższym budynku w mieście i jechaliśmy windą – przerwał nagle wielkie skupienie, jakie towarzyszyło wszystkim układającym nowe puzzle, Krzyś. – Ciekawe, jak ktoś wpadł na pomysł, żeby taką windę zbudować? Skąd wiedział, jak ma wyglądać i co trzeba zrobić, żeby wszystko dobrze działało… – zastanawiał się na głos, szukając jednocześnie miejsca dla kolejnego małego puzzelka.

– Myślę, że ten ktoś miał najpierw w głowie obraz tego, jak ma wyglądać winda, a potem zabrał się za jej budowę. Czyli najpierw, kiedy wpadł na pomysł, by pomagać ludziom szybciej dostawać się na piętra w wysokich budynkach, zobaczył wszystko w swojej wyobraźni – spróbowała odpowiedzieć na pytania synka, pani Ewa.

– To tak, jakby miał w głowie obrazek puzzli, na którym była winda, a potem zaczął kawałeczek po kawałeczku ją składać – wymyśliła Ola.

– Tak. Dokładnie tak. Jak chcemy mieć to, o czym marzymy, to najpierw o tym myślimy, wyobrażamy sobie, jak to będzie, gdy już to będziemy mieć, aż pewnego dnia okazuje się, że widzimy to w sklepie i jest na to bardzo duża promocja, a wy macie akurat tyle pieniążków w skarbonce, że możecie to sobie kupić – dodał tata. – Tak samo jest w naszej firmie. Zanim zaczniemy produkować nowe płaszcze, najpierw ci, którzy zajmują się projektowaniem, wymyślają, jak mają wyglądać, potem je rysują i pokazują innym. Gdy pomysł się spodoba, rysują płaszcze jak puzzle, czyli osobno rękawy, osobno kołnierz, osobno część, która przykrywa plecy, a osobno ta, która jest z przodu. Potem wysyłają to do miejsca, gdzie inne osoby wykrawają części z materiału. Jeszcze inni zszywają to w całość, a potem wysyłają do sklepów. I tak powstają nasze puzzle. Ale cały czas mamy przed oczami rysunki, które zrobili nasi projektanci.

– To wy też bawicie się w pracy w układanie takich puzzli – zaśmiała się Ola. – Fajna musi
być taka praca – dodała.

– Tak. Bardzo lubię swoją pracę i to, co w niej robię. Kiedyś marzyłem, by mieć taką firmę i wyobrażałem sobie, jaka będzie, co będziemy w niej produkować i jak nasze płaszcze podobać się będą ludziom, którzy chętnie będą je kupować i z przyjemnością nosić na co dzień. I tak się potem stało. Moje marzenie się spełniło, z czego bardzo się cieszę.

Dziś nie udało się ułożyć całego obrazka, ale widziałem, że jest już prawie cały miś i tygrysek. Jest też kawałek osiołka i króliczka. Troszkę jeszcze pozostało, ale to nic. Jutro też jest dzień i przecież jest obrazek, dzięki któremu każdy wie, jak ma wyglądać to, co układają.
Ja też sobie czasem wyobrażam, że jedziemy całą rodziną nad rzeczkę, przy której rodzina Pogodnych mnie znalazła. I tam schodzimy na brzeg, a ja biegnę po nim i dobiegam do ogrodu, w którym kiedyś mieszkałem. Potem widzę moich rodziców i rodzeństwo i wszyscy bardzo się cieszymy z tego spotkania. Przy ogrodzeniu stoją Krzyś, Ola, pan Andrzej i pani Ewa, którzy cieszą się razem ze mną, że udało mi się odnaleźć moją rodzinę. To moje marzenie i wiem, że kiedyś się spełni. A kiedy tak się stanie, na pewno ci o tym opowiem.