Ulubiona potrawa – bajka do czytania

0
100
views
Zapiekanka. Ulubiona potrawa
Źródło grafiki: pixabay.com

Czy wiesz, jaka jest ulubiona potrawa twojego dziecka?

Jeśli tak, na pewno wiesz, że to zmienny element w życiu malucha. Za tydzień może być ulubione coś zupełnie innego. Trudno nadążyć za gustami małego krytyka kulinarnego.

Oto bajka, w której znajdziesz sposób na odkrycie wielu ulubionych smaków twojej pociechy. Warto je znać, bo wtedy dużo łatwiej trawić w jego gusta i guściki, a co za tym idzie, zmniejszyć marudzenie przy stole. Radość, uśmiech, zadowolenie na twarzy – cóż więcej trzeba mamie, która z miłością przygotowała posiłek dla swojego dziecka.

Jeśli lubisz czytać bajki swojemu dziecku, oto tekst do pobrania:

Gdyby jednak było inaczej, skorzystaj z nagranej przeze mnie wersji bajki o ulubionej potrawie.

Ulubiona potrawa

– Zjedz, proszę. To naprawdę jest dobre, smaczne i co najważniejsze, zdrowe – usłyszałem słowa pani Ewy, gdy wróciłem z ogrodu na obiadek, czekający już na mnie w mojej miseczce.

– Ale ja tego nie lubię i nie chcę jeść, bo to nie jest moje ulubione danie – broniła się Ola, przed którą stał talerz wypełniony zapiekanką z tuńczykiem, kukurydzą, ananasem, ryżem i majonezem. Aż mi ślinka pociekła po pyszczku, gdy poczułem zapach. Nie mam pojęcia, czemu Ola nie chce tego jeść. Przecież jeśli to tak pięknie pachnie, to musi też wspaniale smakować. No ale, ja na pewno się o tym nie przekonam, bo nie jadam takich ludzkich łakoci.

– Skąd wiesz, że nie lubisz, skoro nigdy tego nie jadłaś. Nawet nie próbowałaś – bez złości, ale za to z wielką cierpliwością, pani Ewa próbowała przekonać córeczkę do zjedzenia przepysznego obiadu, który dziś przygotowała dla całej rodziny.

Bo wiem – nie dawała za wygraną Ola, która widać było, że coraz bliższa jest płaczu i
zaraz popłyną z jej oczu wielkie łzy.

– No dobrze, nie będę cię zmuszać, bo sama tego nie lubię. Na szczęście mam jeszcze trochę naleśników ze słodkim serkiem, jabłkami i cynamonem, które zostały z wczorajszego obiadu. Podgrzać ci je? – troskliwym i pełnym zrozumienia głosem, zapytała pani Ewa.

– Tak – nie podnosząc głowy, bez patrzenia na mamę, odpowiedziała Ola i widać było, że z
ulgą przyjęła tę propozycję.

Obiad minął w spokojnej atmosferze, mimo, że przez chwilę płacz Oli wisiał w powietrzu.
Przyglądałem się temu wszystkiemu i ciekaw byłem, czy pani Ewie uda się znaleźć sposób
na przekonanie córeczki do polubienia nowej potrawy, która tak bardzo przypadła do gustu reszcie rodziny.
Nawet nie wiem, kiedy minęło popołudnie (tak się dzieje wtedy, gdy spotykam się ze swoimi przyjaciółmi w ogrodzie i bawimy się w ulubione gry. Opowiem ci o nich w moich kolejnych opowieściach).
Pani Ewa już dłuższą chwilę krzątała się po kuchni, wychodziła do spiżarki, wyciągała kolorowe miseczki, z których dzieci czasem jedzą swoje ulubione dania. Ciekawe, co też takiego przygotowuje na dzisiejszą kolację…

– Andrzej, dzieci, kolacja na stole – usłyszałem głos pani Ewy i też pobiegłem, bo chociaż mnie nie wołała, to na pewno coś dobrego już czeka na mnie w mojej miseczce.
Dwa razy nie musiała powtarzać, bo cała gromadka wybiegła już po chwili z pokoju Krzysia,  gdzie wcześniej na dobre trwała zabawa w kalambury.
Gdy usiedli do stołu, ich oczom ukazał się niecodzienny widok: mnóstwo miseczek, kubeczków, łyżeczek, talerzyków i słoiczków. Wyglądało, jakby mama całą spiżarkę przeniosła na stół do jadalni. Najbardziej tym wszystkim ucieszone były dzieci, którym kolory aż mieniły się w oczach. Choć jeszcze nie wiedziały, co jest w miseczkach, to już ślinka im leciała na samą myśl o ich zawartości. Bo przecież coś, co jest w takich kolorowych miseczkach, musi być też przepyszne.

– Co to takiego, mamo? Co dziś na kolację? – jedno przez drugie, dopytywały się dzieci.

– No właśnie, kochanie, stół ledwo trzyma się na swoich czterech nogach, tak dużo tu wszystkiego – zaśmiał się pan Andrzej i wyczekująco spojrzał na żonę.

– No cóż. Dziś w ramach kolacji zapraszam was na mały bazarek smaków. Tak sobie pomyślałam, że dobrze by było, gdybym lepiej poznała wasze smaki i to, co kto lubi, a czego nie; na myśl o czym aż ślinka mu cieknie, a czego nie chce nawet widzieć, bo w życiu by tego nie przełknął. Co jakiś czas będę urządzać taki właśnie bazarek i postaram się zapamiętać, co kto lubi. Oczywiście ja też dołączę się do całej zabawy, bo również mam swoje ulubione smaki.

– A są moje ulubione naleśniki? – zapytała Ola.

– Nie, bo wiem, że bardzo je lubisz. Z resztą wszyscy je lubimy. Dlatego takiej potrawy, o której wiem, że jest lubiana przez nas wszystkich, tutaj nie znajdziecie. To bazarek nowości i nieznanych smaków. Nieznanych oczywiście tylko niektórym z nas – wytłumaczyła pani Ewa i zwróciła się do córeczki:

– Olu, dziś podczas obiadu, nie za bardzo miałaś ochotę zjeść zapiekankę z tuńczykiem, dlatego pomyślałam, że pomogę ci poznać jej smak. Co ty na to? – zapytała.

– Hm… ale mogę sama wybrać, co po kolei będę próbować? – niepewnym głosem odezwała
się Ola.

– Oczywiście, że tak. Tu są miseczki ze wszystkimi składnikami zapiekanki z tuńczykiem. Możesz je wąchać, nabrać troszkę na łyżeczkę i dotknąć palcami, albo językiem. Ale najważniejsze, byś skupiła się na samym smaku. Nie musisz niczego przełykać. Jeśli coś ci nie posmakuje, możesz wypluć do pustej miseczki. Tak samo może robić każdy z nas. Bazarek uważam za otwarty! – ogłosiła z uśmiechem na twarzy pani Ewa i zabrała się za próbowanie koziego sera, który kupiła po raz pierwszy i nie bardzo wiedziała, czy to jej ulubiony smak.

Przyglądałem się wszystkiemu i nawet nie zwróciłem uwagi, że w moim kąciku też stoi dziś nie jedna, a 5 miseczek z czymś do jedzenia. Na każdej nalepiona była naklejka z jakimś napisem. Hm… co to może być? Podszedłem, zacząłem wąchać i wąchać i w pewnej chwili tak mi się zapachy pomieszały, że już nie wiedziałem, co gdzie jest i od czego zacząć. Jeden zapach był znajomy, ale pozostałych nigdy dotąd nie czułem. Cóż. To pewnie jest mój mały bazarek smaków i pani Ewa chciała się dowiedzieć, czy nowa karma, którą kupiła w sklepie zoologicznym, będzie mi smakować tak samo, jak ta, którą jadłem do tej pory.
Spróbowałem pierwszej o nieznanym mi zapachu i… mniam, mniam, ale pycha. Postanowiłem spróbować kolejnej i…. tu okazało się, że nie do końca mi smakuje. Gdy skończyłem próbować ze wszystkich miseczek, wróciłem do tych, które smakowały mi najbardziej i zjadłem wszystko, co w nich było.

– Mamo, a co to takiego? – usłyszałem w pewnej chwili głos Oli.

– To tuńczyk – odpowiedziała z lekkim uśmiechem, mama.

– Ale pyszny. To jego dodajesz do zapiekanki? – coraz bardziej ciekawym głosem, pytała Ola.

– Tak. To właśnie on jest jednym ze składników. Skosztuj, jeśli chcesz, jeszcze kukurydzę, ananasa i ryż, choć ich smaki już znasz, ale dawno ich nie było, więc przypomnisz sobie jak smakują – zachęcającym głosem, zaproponowała pani Ewa.

– Ananasa uwielbiam. Jest taki soczysty. A kukurydzy takiej nie kosztowałam nigdy samej, bo do tej pory jadłam tylko gotowaną, albo smażoną na grillu i tamta bardzo mi smakowała – stwierdziła dziewczynka.

– A ryż kosztowałaś? Jest biały i brązowy. Weź ziarenko i skosztuj. Ciekawa jestem, czy będzie ci smakować – z nadzieją w głosie, że być może jej córka polubi jednak zapiekankę z tuńczykiem, zaproponowała pani Ewa.

Po chwili Ola stwierdziła:
– Wiesz, mamo. Z tej zapiekanki, której nie chciałam dziś zjeść, najbardziej smakuje mi tuńczyk i ananas. Kukurydza i ryż też są dobre, zwłaszcza ten ciemny ryż. Majonezu kosztowałam tylko troszeczkę i sam nie za bardzo mi smakował, ale może jak się go zmiesza ze wszystkim i upiecze, to jest lepszy. Myślę, że polubię twoją zapiekankę, więc jakbyś mogła, to zrób ją jeszcze, bo ciekawa jestem, jak smakują wszystkie jej części połączone razem. Dobrze?

– Dobrze, córeczko. Z przyjemnością zrobię ją jeszcze w tym tygodniu. I cieszę się, że znalazłaś swoje nowe ulubione smaki. A wy panowie, jak tam? Macie coś nowego, co wam smakowało? – tym razem zwróciła się do męża i synka pani Ewa.

– Mnie bardzo smakował kminek i marynowane pieczarki i czerwona papryka – stwierdził Krzyś.

– A mnie posmakował ser kozi i chyba na dobre włączę go do swojego śniadaniowego menu – dodał pan Andrzej.

A co smakowało naszemu Afikowi? – tym razem pani Ewa zwróciła się do mnie, gdy akurat łapką myłem sobie pyszczek po smacznej kolacji. – O, widzę, że trzy miseczki są wylizane do samego spodu, a dwie pełne. Czyli już wiemy, że Afik, podobnie jak Ola, lubi tuńczyka, lubi też kurczaka z warzywami i wieprzowinę w galaretce. Nie lubi natomiast makreli w sosie i kaczki – podsumowała moją wizytę na bazaru smaków pani Ewa.

– Ale fajnie, że zorganizowałaś dziś mamo taki bazarek smaków dla nas. Dzięki temu sami wiemy, co lubimy, a czego nie lubimy jeść i teraz już nie będziemy tak marudzić podczas obiadu. Za to jeszcze szybciej zechcemy wracać ze szkoły, bo wiemy, że czekać na nas tu będzie zawsze coś, co naprawdę lubimy jeść – stwierdziła Ola.

Tak. To był bardzo udany dzień. I wiele się nauczyliśmy. Przede wszystkim tego, że każdy ma swoje ulubione smaki i to nic złego, jeśli czegoś nie lubi. Po prostu mu to nie smakuje.
Może kiedyś to polubi. Ale teraz najważniejsze, że z wielką przyjemnością, apetytem i na zdrowie, może jeść swoje ulubione posiłki.

Po kolacji wszyscy wspólnymi siłami posprzątali, umyli się i położyli się w swoich pokojach.
Kto wie, może dziś nie tylko mogli zjeść swoje ulubione dania, ale też przyśniły im się ich ulubione sny…